Ciekawostki na trzech bitach #9

Ciekawostki na trzech bitach #9

Poziom trudności
0.5/5

Kolejna część drugiej edycji serii Ciekawostki na trzeh bitach. Jest to seria zawierająca ciekawostki, gdzie podstawą jest technologia oraz świat IT. Lecz nie tylko!

000. Wyścig megapixelowy

Jeszcze niedawno kolorowy wyświetlacz i aparat o standardzie VGA był czymś super dla każdego użytkownika. Tak było parę lat temu — no… paręnaście. Obecnie trwa wyścig, co jeszcze można upchnąć w małej obudowie smartfona. Jedną z dających się zmierzyć wartości jest rozdzielczość aparatów i ich liczba. I tak rozdzielczość aparatu na poziomie 32, czy nawet 64 megapixeli nikogo już nie dziwi.

Jeśli jednak chcemy się wyróżnić w tym zestawieniu, możemy się zdecydować na smartfon, który niedawno zaprezentowało Xiaomi, a chodzi to o model Mi Note 10, który posiadają aparat z matrycą o rozdzielczości 108 megapixeli. Wydaje się bardzo dużo, jednak niedługo po prezentacji modelu, na chińskiej stronie Weibo.com, pojawiły się informacje o matrycach rzędu 256MP. Biorąc pod uwagę ograniczenia techniczne obecnie dostępnych procesorów (np. Snapdragon 865 osiąga maksymalnie 200MP), może się to okazać tzw. ‚fake newsem‚. Jednak myślę, że jeśli nie za kilka miesięcy, to za rok czy dwa możemy się spodziewać modeli z takimi aparatami.

001. Kalkulator

Kalkulatory elektroniczne mają już sporą historię za sobą, jednak w dalszym ciągu cieszą się sporym zainteresowaniem. Pomimo że najzwyklejsze modele w znaczniej mierze zostały wyparte przez kalkulatory w telefonach, to wiele profesjonalnych modeli jest dalej w użyciu. Jednego z pierwszych polskich kalkulatorów biurowych możemy zawdzięczać firmie Elwro z Wrocławia. Był to prosty model, z obsługą czterech podstawowych działań matematycznych, ze stałą liczbą miejsc dziesiętnych wybieranych za pomocą przełącznika – 0, 2, 3, 4. Co ciekawe był to model zasilany sieciowo. Interesujący jest fakt, że znak minus nie był przedstawiany na wyświetlaczu, lecz jako dodatkowa czerwona lampka znajdująca się obok niego.

010. Captcha

Część z nas pewnie słyszała o Captcha, a część, może nawet nieświadomie używała. Captcha pochodzi od angielskojęzycznego skrótu Completely Automated Public Turing test to tell Computers and Humans Apart, co można przetłumaczyć jako automatyczny, publiczny test Turinga służący odróżnieniu ludzi od komputerów. Najczęstszym zastosowaniem tego zabezpieczenia są wszelkiego rodzaju strony do logowania czy formularze. Przedstawione może być ono na kilka sposobów — od rozpoznawania liter i cyfr na obrazkach, przez przepisywanie całych tekstów z obrazków, aż do wybierania obrazków zawierających konkretne elementy. Co jest bardzo interesujące, to fakt, że w początkowych fazach, teksty do wyboru nie były wcale przypadkowe, lecz pochodziły ze skanów różnych książek. Ludzie, rozpoznając oraz wybierając prawidłowe odpowiedzi pomagali zaawansowanym algorytmom opierającym się na rozpoznawaniu tekstu (tzw. OCR), uczenie się. Dzięki temu udało się zdigitalizować setki zbiorów książkowych.

W nowszej wersji, Captcha pokazuje nam głównie obrazki związane z ruchem drogowym, czyli odcinki drogi, samochodu, światła drogowe, czy podobne. Jak łatwo się domyślić, również nie jest to przypadek. Tym razem pomagamy uczyć się sieciom neuronowym, które wspomagają pracę nad autonomicznym samochodem Google’a! Także nie omijajmy zabezpieczenia Captcha i traktujmy je jako nasz wkład w rozwój techniki!

011. Kopiuj -> wklej -> bum

4 czerwca 1996 roku odbył się start rakiety Ariane-5, następczyni Ariane-4. Zdziwienie ludzi było ogromne, kiedy to po około 35 sekundach, przeleciawszy około 4 km, rakieta eksplodowała! Przyjrzyjmy się bliżej jak do tego doszło. Rakieta ta była rozwijana przez 10 lat przez Europejską Agencję Kosmiczną, a budżet na jej stworzenie wynosił 7 mld dolarów. Z racji, że ta rakieta częściowo bazowała na modelu Ariane-4, zdecydowano o wykorzystaniu części kodu z poprzedniczki, która miała na koncie 116 startów, w tym 113 udanych. Podczas testów oprogramowania, cały nowy kod pokryto dokładnie testami, a skopiowany fragment uznano za przetestowany — bazując na starych wynikach testów. Jak się okazało, z racji nowych silników, które generowały dużo większe wartości, system dokonał zapisu wartości 64-bitowej do zmiennej 16-bitowej. Skutkowało to awarią modułu.

Ciekawostką jest fakt, że rakieta była zabezpieczona przed awarią modułu i posiadała drugi, taki sam moduł zapasowy. Niestety z tym samym oprogramowaniem. Jak łatwo się domyślić, po jego aktywacji wystąpiła ta sama awaria. Doprowadziła ona reakcją łańcuchową, do zmiany kursu rakiety, a to z kolei uruchomiło procedurę autodestrukcji! Kolejną ciekawostką jest fakt, że po analizie przyczyn katastrofy, za jej powód uznano błędy projektowe. Chodziło konkretnie o niepoprawną analizę ryzyka oraz brak odpowiednich testów. Błędne przypisanie liczb uznano za skutek niepoprawnych działań projektowych. Feralny lot można zobaczyć na:

100. Smartbreloki, a FDIV bug

W 1994 roku prof. Thomas R. Nicely z Lynchburg University w Virgini, znalazł błąd w procesorach Intel’a, którego konsekwencją było zwracanie błędnych wartości. Błędne działanie polegało na nieporapwnym obliczeniach następującego działania: 4195835 – 4195835 / 3145727 * 3145727. Wynikiem oczywiście powinno być 0, jednak procesory wyliczały 256. Szacuje się, że błędne wyniki mogły być zwracane w jednej na 9 miliardów operacji na procesorach Pentium P5 oraz Pentium P54C. Początkowa postawa Intela był daleka od ideału, kiedy to stwierdzili, że wada nie jest poważna, a dla osób, które udowodnią, że ich procesor ją zawiera, zapewnią darmową wymianę. Zostało to bardzo negatywnie przyjęte przez opinię publiczną, co skutkowało zmianą stanowiska firmy, która to w 20.12.1994 ogłosiła, że wymieni wszystkie wadliwe jednostki. Intel oszacował całkowity koszt naprawy awarii na 475 mln dolarów! Co ciekawe, cześć zwróconych procesorów przerobiono na breloczki :) Dzisiaj takie breloczki to rarytas dla kolekcjonerów i są praktycznie niedostępne!

Ciekawostki na trzech bitach #9 image
https://www.businessinsider.com/intel-pentium-p5-chip-recall-1995-keychain-ceo-inscribed-2018-1?IR=T

101. (Nie)bezpieczny Google

W dzisiejszych czasach robimy telefonem setki, jeśli nie tysiące zdjęć i filmów. Mimo że telefony mają coraz większą pojemność wbudowaną, rzędu 128GB czy nawet 512GB, dla bezpieczeństwa dane te są najczęściej trzymane jednak w chmurze. Pytanie jednak, czy jest to na pewno bezpieczne? Niedawno Google wysłało do wielu ludzi informacje, że z powodu błędu, ich filmy mogły zostać udostępnione osobom trzecim. Jeśli dostałeś taką informację, to jest duża szansa, że w Twoich zbiorach znajdowały się filmiki, które nie należały do ciebie, lub co gorsze, twoje filmiki mogły być udostępnione komuś innemu. Sprawa dotyczy czy problemów sprzed kilku miesięcy, a konkretnie 21-25.11.2019. Szacuje się, że dotyczyła około 100 tys. osób na całym świecie. Czy dalej uważasz, że twoje dane są bezpieczne?

110. Kanadyjska Jeżyna

Istniał kiedyś telefon, jeszcze przed erą smartfonów, który można by powiedzieć, wyprzedził swoją epokę. Kiedy producenci dodawali pierwsze ekrany kolorowe i słabe aparaty do telefonów, pojawiła się Kanadyjska firma Research in Motion. Wprowadziła ona na rynek telefon, marki BlackBerry, który już w roku 1999 pozwalał na przeglądanie internetu, odbieranie czy wysyłanie wiadomości e-mail. Telefon był oparty na systemie BalckBerry OS, który może nie był zbyt przyjazdy dla użytkownika, lecz oferował znacznie więcej funkcji niż standardowe telefony w tamtych czasach. Na pewno każdy z nas kojarzy charakterystyczne telefony z wyświetlaczem oraz małą klawiaturą qwerty. Sukces marki okazał się chwilowy, gdyż nie potrafiła ona podążać za trendami na rynku. W 2007 roku między innymi Niemcy i Francja wprowadziły zakaz używania telefonów do korespondencji służbowej, ze względu na nieaktualne zabezpieczenia. Mimo wszystko, urządzenia BlackBerry były bardzo ważnym elementem w historii telefonów komórkowych — można powiedzieć, że były niejako prekursorami smartfonów,

111. Jedzenie z drukarki

Jeszcze do niedawna mówiąc drukarka, skojarzenia były jasne: laserowa lub atramentowa. Dzisiaj sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana. W czasach gdy drukarki 3D stały się bardziej przystępne cenowo (najtańsze modele są dostępne już od kilkuset złotych) dla zwykłego śmiertelnika, w szybkim tempie zdobywają rynki. Doszło do tego, że na dostawy niektórych urządzeń trzeba czekać nawet kilka miesięcy. Standardowo druk odbywa się z filamentu PLA, PETG czy innych podobnych. Jednak są też modele, które mogą drukować z metalu, żywicy, a nawet z… jedzenia! Tak, dobrze przeczytaliście. Można się zastanawiać po co? Jednak jak wiadomo, skoro coś istnieje, to jest dla tego zastosowanie. Tak więc coraz więcej restauracji, wykorzystuje drukarki 3D do przyozdabiania potraw, a nawet tworzenia półproduktów. Przykładem może być restauracja Melisse (Santa Monica, Kalifornia), która serwuje zupę cebulową z wydrukowanymi grzankami z proszku! Dodatkowo interesującym faktem jest posiadanie przez tę restaurację 2 gwizdek Michelin! Dla chętnych link do strony restauracji:

Ten post ma 3 komentarzy

  1. Kenny

    Link do rakiety nie lata. Błąd kopiuj wklej? 😛

    1. Wojciech

      Dzięki @Kenny za infomrację! Wkradła się przypadkowa spacja… W każdym bądź razie już poprawione!

  2. Intelowiec

    Brelok Intela jako gadżet – świetny 🙂

Dodaj komentarz